poniedziałek, 19 stycznia 2009

Włodzimierz Majakowski


Ale to wszystko dzieje się wiele lat po owym dniu, gdy olbrzym w mundurze leśniczego, ojciec Włodzimierza, zadrasnął się zardzewiałym drutem i umarł na zakażenie krwi. Było to trochę jak w wierszu Kolcowa o legendarnym bohaterze, królewiczu Bowie, którego nikt nie mógł zwyciężyć, a który zginął potknąwszy się o słomkę. Odtąd Majakowski przez całe życie lękał się tajemniczych trucicielskich mocy, utajonych w otaczających go przedmiotach. Świat był dlań pełen zarazków, śmiercionośnych bakterii. Ujmował klamkę drzwi przez chustkę - nie chcąc dotykać szklanki, niekiedy pił nawet herbatę przez słomkę. Lękał sie źdźbła, o które sie potknie. Ale nie zabiły go bakterie, zabili go ludzie.

Anatol Stern, Słowo wstępne, [w:]Włodzimierz Majakowski, Poezje, Czytelnik 1957.

Brak komentarzy: